Ten tekst mnie złapał. I to mnie zastanowiło

Kilka miesięcy temu zapisałam sobie stronę pewnej ekspertki. Jako inspirację. Coś mi zrobiła – nie umiałam wtedy nazwać co, ale zatrzymała mnie na dłużej, więc zapisałam link, aby zajrzeć tam, gdy będę pisać nową ofertę.

Wróciłam do niej teraz, kiedy przygotowuję nową odsłonę mojego programu 1:1. Pomyślałam: przeanalizuję ten język, zobaczę, co w nim działa, może coś z tego wezmę dla siebie. Wrzuciłam tekst do Claude’a z prośbą o analizę jego mocnych stron.

Już pierwsze zdanie mnie wybiło ze schematu: „To nie jest Twój język i nie Twój ton.”

A potem inne wnioski – że to jest język kogoś, kto sprzedaje przez presję i przez wrażenie ekskluzywności. Że jest w tym pewność siebie, ale zbudowana na dystansie, nie na kontakcie. Że taki ton dla mojego programu byłby niespójny.

Siedziałam nad tym dłuższą chwilę. Bo przecież zapisałam tę stronę jako inspirację. Bo przecież przez moment – pisząc własną – zadawałam sobie pytanie: czy nie powinnam tak pisać? Tak pewnie, tak błyskotliwie? Może właśnie tak przekonuje się klientki?

I uświadomiłam sobie kilka rzeczy.

To, że mam wątpliwości, czy będąc sobą, sprzedam – dlatego pytałam siebie, czy nie powinnam pisać jak ona. Tekst trafił w mój czuły punkt.

To, że sposób, w jaki ona zwraca się do klientek, przemawia właśnie do ich zranionych części. Buduje ich ego – komplementem. Albo buduje poczucie, że nic nie wiedzą – słowami i narzędziami, które brzmią mądrze, tajemniczo.

To ten autorytet z góry. Stare przywództwo. Znów ktoś mówi im, że wie lepiej. Zabiera sprawczość i zaufanie do siebie. Ja tak nie chcę.

I to, że to trochę też sprzedawanie starego w nowym opakowaniu duchowości: hustle, sukces mierzony tylko w pieniądzach, w tym, co zewnętrzne – odpowiedź na jakiś brak i potrzebę udowadniania.

I nie piszę tego, żeby oceniać. Ten sposób istnieje, jest skuteczny i będzie istniał – sama jestem dowodem, że działa, skoro zapisałam sobie tamten link.

Ale w tym momencie zrozumiałam z całą jasnością, że to nie ja. Nie chcę być kolejną osobą, która wie lepiej. Chcę oddać moim klientkom sprawczość – żeby po przeczytaniu tego, co piszę, było w nich więcej zaufania do siebie, nie do mnie.

Kiedy to do mnie dotarło, puściły też ostatnie kawałki przekonania, że trzeba pisać w określony, strategiczny sposób, że mam postępować zgodnie z jakimś przepisem z zewnątrz, zamiast zaufać wewnętrznej mądrości i prowadzeniu. Poczułam, że to kolejne „powinnam”, którego się pozbywam.

I jeden wniosek, który biorę ze sobą z tej sytuacji. Kiedy następnym razem jakiś tekst mnie złapie – zatrzyma na dłużej, każe zapisać link albo coś kupić – zadam sobie pytanie: co we mnie właśnie odpowiedziało? Która część? Rozpoznanie? Czy miejsce, które boli?

Koniec końców piszę nową odsłonę mojego programu tak, jak piszę zawsze – bez napompowanych obietnic, które budują moje ego zamiast Twojej sprawczości.

Jeśli czujesz, że to, co tu opisuję, dotyka też Twojej sytuacji – umów się na rozmowę wstępną ze mną. Bez zobowiązań.

Picture of Cześć, jestem Grażyna!

Cześć, jestem Grażyna!

Towarzyszę kobietom 40+, które czują, że dotychczasowy sposób życia i prowadzenia biznesu już im nie służy - i są gotowe wrócić do siebie, zaufać sobie i zacząć działać w zgodzie z tym, kim teraz są.